To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Alloszczur
Forum dyskusyjne Alloszczur - forum miłośników szczurów

Archiwum - Psiaki XI

Fea - Czw Lip 07, 2011 23:04

Baaj też nie straszy, chyba że warszawiacy jacyś wyjątkowo płochliwi są. Widziałam dziesiątki groźniej wyglądających w parkach, na skwerach i ulicach i ludzie olewali. Znienawidzisz mnie, ale naprawdę uważam, że ma przemiłą mordę, miziałabym ;p

Jutro jadę po Louve (bo będzie jej Louve). Okupiłam to koszmarną awanturą w domu, a konkluzja była taka, że nieodpowiednio obchodzę żałobę po własnym psie i rodzina mnie nie rozumie i wyraża dezaprobatę oraz zgorszenie. I pardon, że tu się wyzewnętrznię, ale tak się :cenzura:łam, że mnie nosi. Umarł mi mój najukochańszy i pierwszy tak zupełnie własny pies. Umarł mi w dodatku bezsensownie, przez idiotyczny błąd lekarski. Nie ma go i posypało mi się wszystko. Od jego śmierci zasypiam nad ranem, nie jestem w stanie zasnąć normalnie bez obecności psa w łóżku. Zrywam się do smyczy w porach spacerów, zrywam się do misek w porach żarcia. Ryczę nad jego grobem w ogrodzie i nad jego kauczukowym kółeczkiem, które wygarnęłam spod łóżka, ba, nawet nad wymiecionymi z tym kółeczkiem kłakami ryczę i nie mogę ich wywalić. Macam desperacko wszystkie psy, jakie mi się nawiną, żeby na chwilę poczuć łeb psa pod dłonią. I jest mi ogólnie cholernie, cholernie źle bez niego i chcę przywrócić swojemu życiu chociaż namiastkę normalności i wrócić do tej rutyny zrywania się rano na spacer i napełniania misek, do tej ciepłej obecności w nogach łóżka nocą. Bo mi źle bez Juranda. I jak słyszę po tym wszystkim, że za mało cierpię po jego stracie, bo biorę nowego, to mam ochotę zabijać. Już nie wiem, co mam odpowiadać i czy w ogóle jest sens odpowiadać cokolwiek.

AngelsDream - Czw Lip 07, 2011 23:10

Fea, straszy, jak ktoś do nas przychodzi, a z transportera słychać tylko mało radosne buranie, bo pies akurat je kość i w tylcu ma podejmowanie gości. Zachowuje się czasem jak taki przywieziony ze wsi, odpięty od łańcucha cudak, co cywilizacji nie widział.

Nie znienawidziłabym, ja bym chciała, żeby ludzie go tylko miziali. Byłby milszy dla świata. Łeb ma jak wiadro, nie tylko w kształcie, także z deka pusty, ale to naprawdę fajne stworzenie, tylko trudne w obsłudze dla kogoś z nim nieobytego.

Fea napisał/a:
I jak słyszę po tym wszystkim, że za mało cierpię po jego stracie, bo biorę nowego, to mam ochotę zabijać. Już nie wiem, co mam odpowiadać i czy w ogóle jest sens odpowiadać cokolwiek.


Sama wiesz. Ja mogę tylko napisać, że to przykre, ale myślę, że sucz Ci tę przykrość osłodzi.

magnes - Czw Lip 07, 2011 23:15

Ja się nie boję Baaja, jest szurnięty, ale bardzo sympatyczny. Pilnowanie kości, warczenie mi nie przeszkadza, a tym wariactwie tkwi jego urok.
Fea - Czw Lip 07, 2011 23:17

No właśnie nie wiem. Po dzisiejszym starciu (na kilka frontów, w tym telefoniczny) nie wiem, czy dobrze robię biorąc psa. W domu będę mieszkała jeszcze przez jakiś miesiąc, może półtora. Nie chcę, żeby zamiast głaskać wystraszoną sukę gapili się na nią z dezaprobatą, bo zajęła miejsce Juranda. Pal licho, że od czasu kiedy przyniosłam do domu małe kocię musiałam wręcz zmuszać domowników, żeby poświęcili Jurandowi chwilę, bo nowa zabawka fajniejsza. A potem umarł i ojesu nie ma naszego pieska.

Sorry, że się tak wyflaczam, ale jestem cholernie rozgoryczona. Przemyślałam tę decyzję, na szybko, ale przemyślałam. Zdecydowałam się na wzięcie suki jeszcze przed wyprowadzką, bo tu mam mimo wszystko najlepsze warunki, żeby ją socjalizować. Chciałabym, żeby wyjechała ze mną już ogarnięta, sikająca na dworze (nie wiadomo, jak z tym jest, nigdy nie była w DT), w miarę oswojona z ludźmi, bo szukanie pokoju z psem proste nie jest i chcę, żeby robiła jak najlepsze wrażenie. A teraz nie wiem no. Jutro mam jechać, wszystko umówione, wyprawka kupiona, a ja się zwyczajnie boję, że zrobię jej krzywdę.
A w schronie czekają na mnie i się cieszą, że sucz znalazła dom.

AngelsDream - Czw Lip 07, 2011 23:26

magnes, ła, miło. :mrgreen:

Fea, ja nie zadecyduję, ale może to, co napiszę jakoś Ci pomoże...

Kiedy wzięliśmy Celara, sporo osób pukało się w czoło. Po co nam ten pies, że z jednym mamy już dość problemów, a drugi to zupełnie niepotrzebny obowiązek. Że to pomyłka. Ba, dowiedziałam się nawet, że zrobiłam mu tym krzywdę... Na początku się na to jeżyłam, bo przecież wiadomo, że dla takich Celarów domów jest milion i się ludzie o nie biją normalnie... :| Bardzo się bałam, że nie nauczy się żyć z Baajem, a się nauczył. Bardzo się bałam, że go nie będę kochać, bo nie jest Baajem, a właśnie z tego wynika moje do niego uwielbienie. Ale i tak nie wszystkim pasuje, że on jest. Zwłaszcza środowisko agilitowe zaszło mi za skórę, bo nie chciałam z nim trenować, a on ma TAKIE predyspozycje - uwagi niektórych obcych dla mnie osób brzmiały trochę tak jakby żałowały, że nie one go mają, tylko akurat ja... Nie wiedziałam, czy mam przepraszać, że go adoptowałam czy go oddać komuś. Z czasem dojrzałam do tego, że to przede wszystkim NASZ pies (wcale nie mój), i nikomu nic do tego, co z nim robię, a co nie, póki działam w jego interesie. Moi rodzice go uwielbiają, zwłaszcza tata, bo Celar jest delikatniejszy i dłużej się do mężczyzn przekonywał. Wprawdzie czasem nadal jest marudzenie, na co, po co, ale jest też zawsze worek kości, mandarynka albo jabłko.

Ja uważam, że podejmujesz dobrą decyzję, choć być może trudną o tyle, że przed Tobą wielkie zmiany, ale z drugiej strony chyba łatwiej je znieść z psem przy boku.

Fea - Czw Lip 07, 2011 23:38

Mnie też się wydaje, że podejmuję dobrą decyzję, zwłaszcza że suk jest z takiego, a nie innego źródła - w ciągu kilku dni ogarnęłam sytuację na tyle, żeby nie szukać klonów Juranda po schronach, bo wiedziałam, że to będzie bez sensu, że to dopiero będzie nie fair wobec psa. Wzięłam więc pierwszego lepszego, jedynym warunkiem była łagodność wobec ludzi i innych zwierząt, a z tej mnogości łagodnych psów wyłowiłam ją po imieniu (Krzysia Drohojowska ;p), nie po ładnej mordzie czy podobieństwie do Juranda. I gdzie tam. Rodzina wie lepiej. Chcę sobie zrekompensować śmierć psa i zajadę suczy psychikę.
Nie wiem, czy oni jej tej kruchej psychy nie zajadą, jak będa ją omijali szerokim łukiem. No po prostu nie wiem, czy to jest dla niej dobre. Niby lepsze niż boks z pięcioma psami, będzie miała mnie, ogród, pokój, wyro, porządne żarcie i pleasantvillskie łąki, ale kurde no.

AngelsDream - Czw Lip 07, 2011 23:40

Fea napisał/a:
będzie miała mnie


Jeśli choć trochę przypomina Celara, a sądzę, że może, to właśnie wymieniłaś dla niej dobro najwyższe.

Nie twierdzę, że Twoja rodzina jej nie zaszkodzi, bo i my trochę Celara powyginaliśmy, ale on to wyginanie przyjął jak mannę z nieba. Nie wiem, może uczłowieczam, ale czasem podziwiam, ile w nim się zmieściło takiej fajnej, luźnej sympatii dla świata.

Fea - Pią Lip 08, 2011 00:01

Nie wiem, czy przypomina, Celar to z tego co kojarzę wyluzowany i wesoły pies, a ona jest wystraszona i nieśmiała. Nie no, pojadę po nią jutro, ona tam czeka, nie dam rodzinie wejść mi na głowę, ale mocno mi podkopali pewność własnych racji.
AngelsDream - Pią Lip 08, 2011 00:04

Fea, Celara wynosiłam ze schroniska na rękach, tak się bał. Wszystkiego się bał na początku. I do dziś bywa, że się boi. Także w razie czego się nie zrażaj, gdyby było gorzej. :) Ona czeka, a i Ty czekasz, to widać. :uscisk:
H. - Pią Lip 08, 2011 00:20

Fea, nie daj się, przejdzie im, a dla suczy to szansa na lepsze życie.
Szura - Pią Lip 08, 2011 00:22

Ja sama się pukałam w głowę, jak chciałam wziąć Tonica. Ba, do tego stopnia uważałam, że to głupota, że długo Tess się wstydziłam powiedzieć. :mrgreen:

Adoptowanie go to jedna z nielicznych decyzji w moim życiu, których nigdy nie żałowałam. I jedna z najlepszych. No nie umiem żyć bez psa, i trudno! Ja uszczęśliwiam jego, on mnie. I tak będzie i z Wami. :serducho:

falka - Pią Lip 08, 2011 07:35

Fea, jeszu, popłakałam się, robisz mi siarę w pracy :P nie mogę się doczekać aż ona będzie u ciebie!!!
Anonymous - Pią Lip 08, 2011 08:43

Off-Topic:
Tygrys66, twój avatar mnie zabija, nie mogę sie napatrzeć. :rotfl: :serducho: :serducho:


Fea, ja myślę, że teraz jest wiele hałasu, bo podjęłaś decyzję na łonie domowym ale bez łona, więc sie łono wściekło. Żałoba to śliski temat i każdy przeżywa ją inaczej.
Będzie sucz, będzie miłość, zobaczysz.

Fea - Pią Lip 08, 2011 09:51

Viss napisał/a:
Żałoba to śliski temat i każdy przeżywa ją inaczej.
No dokładnie, dlatego chciałam się liczyć z uczuciami rodziny i jakoś wytrzymać do wyprowadzki. Ale nie wezmę przerażonego posikującego DUŻEGO psa do wynajmowanego mieszkania, bo wylecimy obie na starcie, a za stara jestem na takie spontany ;p Też myślę, że ją wszyscy pokochają, tylko ile to potrwa, argh.
No nic, jadę po nią w niedzielę z rana, wolontariusze są kochani i poszli mi na rękę. Dzisiaj po południu muszę wyadoptować jeszcze dwie szczury we Wrocławiu i nie starczy mi czasu na wszystko. Miziałam ją dzisiaj telefonicznie, akurat dodzwoniłam się do wolontariuszki, która była z nią na spacerze i prosiłam o wygłaskanie. Też nie mogę się doczekać. Jesu Falka nie rycz, bo mi głupio.

Cytat:
Tygrys66, twój avatar mnie zabija, nie mogę sie napatrzeć.
Vissnia, indżoj;) - http://www.student.ipfw.e...hallmark00.html
Lazanka - Pią Lip 08, 2011 10:30

Fea, tak jak mówią dziewczyny - nie martw się. Nawet jak na początku rodzina będzie ja olewać czy "źle patrzeć" - to przecież nic jej nie zrobią, nie skrzywdzą - najwyżej będą unikać kontaktu. On ana pewno ma za sobą traumy swoje - ale ignorowanie przez część otoczenia - w momencie gdy będzie mieć swojego ludzia - który o nią dba, zabiega o jej uwagę i się troszczy to i tak będzie niebo w porównaniu z tym co teraz ma.
A rodzina się przełamie - zobaczysz. Piesa przewróci oczami parę razy, zrobi taaaakie wielkie smutne oczy i ich kupi ;)



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group