Alloszczur
Forum dyskusyjne Alloszczur - forum miłośników szczurów

Leczenie - SZWY. Kiedy założyć, jak zdjąć samemu.

Kola - Sro Mar 08, 2006 12:34
Temat postu: Pękanie i rozdrapywanie szwów
Zakładam ten temat bo mam podobny problem z moja szczurcią!!!

Była operowana nie cały tydzięń temu i po guzku pozostał jej szew, którym zainteresowanie nie maleje! Po operacji zrobiło jej się zgrubienie pod skórą i szew zaczął się rozłazić. Dwa dni temu Kola nadpruła sobie kawałek szwa ale widać że tam rana zaczęła sie goić bo ładnie się trzyma. Natomiast dziś w nocy poszedł jej kawałek szwa na samym środku, brzegi skóry się rozeszły, i widac coś takiego żółtawego- nie mam pojęcia co to jest!!!! Wet pewnie nie bedzie chciał tego zszyć bo w tą sobotę miała miec ściągniete szwy a ranka jest niewielka. Ale zastanawiam sie jak jej sie to zrośnie skoro brzegi ranki nie stykaja się ze sobą??

KAKA - Sro Mar 08, 2006 17:33

szwy nie są czasem rozpuszczalne ?? takie wet przeważnie zakłada. Przemywaj Rivanolem te miejsce, nie należy mieszać samemu w tym miejscu. Najlepiej jak sam wet to zobaczy. Najważniejsze to higiena i rivanol;, i nie trociny, nie siano, nie zaden żsirek tylko ,lignina jako sciółka
Kola - Sro Mar 08, 2006 18:57

Nie szwy nie są rozpuszczalne. Rano miała większą ranę ale prze cały dzień jak ją pilnuje, to rana zaczęła się schodzic, zrobił się strupek:) ale i tak troszkę mnie niepokoi to żółtawe co jest pod skórką. Mam nadzieje że wszystko bedzie ok. Narazie powstrzymuje sie od wizyty u weta.

Co do rivanolu to moj wet powiedzial zeby jej tego niczym nie przemywac anie nie ruszac. Wiec boje sie przemywac zeby ta rana sie nie namoczyla i nie zaczela paprac. Co prawda Koal miala miec sciagniete szwy w ta sobote ale jak ich sama nie zdejmie do tej pory to chyba jeszcze troszke z tym poczekam.!!!

Gato - Sro Mar 08, 2006 20:18

To całkiem normalne, że zainteresowanie szwami nie maleje. Miałaś kiedyś coś zszywane? Rany szyte, goją się w taki sam sposób jak te normalne, a nawet u ludzi wiąże się to ze swędzeniem, więc nie ma co się dziwić. Nitki w ciele jej przeszkadzają ;) (mi też przeszkadzały jak miałam i najchętniej bym je wydrapała).

KAKA napisał/a:
szwy nie są czasem rozpuszczalne ?? takie wet przeważnie zakłada.

Właśnie też się zdziwiłam, byłoby dużo łatwiej...

Kola napisał/a:
ale i tak troszkę mnie niepokoi to żółtawe co jest pod skórką.

A nie czasem ropa? Albo może jakiś podskórny tłuszcz. W każdym razie nie radzę się przejmować. Jak to ropa to nawet lepiej, że wychodzi (bo jakby siedziała zamknięta to by się ropień zrobił).
Kola napisał/a:
Wiec boje sie przemywac zeby ta rana sie nie namoczyla i nie zaczela paprac.

A autopsji na własnej dłoni (teraz jeszcze mam spory i wyraźny ślad, a to było ponad miesiąc temu) wiem, że czasem przemycie woda utlenioną robi dobrze i wcale nie powoduje że rana zaczyna się babrać - powiedziałabym, że wręcz przeciwnie, u mnie zaschło (co prawda po kilkunastu minutach intensywnego pieczenia, ale efekt był warty poświęcenia :lol: ). Ale, to tylko tak na marginesie.

Kola napisał/a:
Co prawda Koal miala miec sciagniete szwy w ta sobote ale jak ich sama nie zdejmie do tej pory to chyba jeszcze troszke z tym poczekam.!!!

To będa prawie dwa tygodnie, jeśli to jest ranka w miejscu gdzie się tak nie napina i nie rusza to wszystko, to 2 tygodnie spokojnie powinny wystarczyć na dobry zrost :] . Chociaż przełożenie procesu o kilka dni (byle bez przesady, żeby nie wrosły, bo będzie ciężko wyjąć) nie powinno zaszkodzić.

Szybkiego powrotu do zdrowia życzę serdecznie ::D:

Kola - Czw Mar 09, 2006 12:49

No to jest niestety ropa a nie tkanka tłuszczowa. Wczoraj wieczorem zauważyłam jak jej ta ropa wycieka. Dziś zdecydowałam że idę do weta bo boje sie zeby nie bylo zakazenia. A nie wiem czy rana sie zrosnie bo przez noc jeszcze bardziej sie rozeszłą (to chyba ropa ja tak rozsadzila). Moze wet je cos da!!
KAKA - Czw Mar 09, 2006 15:39

ja jednak mimo wszystko radzilabym przemywanie rivanolem. LKażdy wet zawsze o tym mówi, nawet jak mój Wacławw był kastrowany to kazała w razie czego przemywać rivanolem, ale nie wodą utlenioną. Dodatkowo bardzo ważne jest to aby podściółką była lignina
Kola - Pią Mar 10, 2006 12:53

Byłam u weta. Okazało się, ze ma uczulenie na nitki, którymi podwiązane miała wewnątrz jakieś tkanki. Z tego uczulenia wywiązała się ropa. Moja biedna Kolcia - weterynarka wycisnęła jej ropę, wyciągnęła szwy i musiałą rozerwac to co już się zrosło, żeby do tych nitek się dostać:(!! Potem na zywca na środku rany złączyła prowizorycznie brzegi skóry - tak byle się trzymało - to jest na prawdę tak na styk bo tego Kola już nie wytrzymłą i z bólu zaczeła się rzucać. Powiedziała, że zostałą tam jeszcze jedna nitka, która musi sie wyropieć i też zostanie tak usunięta razem z ropą:(- czyli to troszkę potrwa. Dlatego nie została całkiem zszyta, żeby ropa miała ujście.

W sumie to chciała Koli dac narkoze, rozciąć ją i wyczyścić wszystko ale ja nie chciałam bo ledwo co minął tydzięń od ostatniej narkozy a Kolcia w sumie jest już stara (ponad 2 lata) więc bałam się nadmiernego obciążenia jej serduszka!! No i teraz trzeba czekać. Dostała antybiotyki w zastrzykach no i w sobotę idziemy na kontrolę.

Moja bidulka i tak była strasznie dzielna - zamkneła sobie oczka i cichutko popiskiwała. Lepiej sie zachowywała niz nie jeden człowiek, az się wet zdziwił.

No i z tych nerwów cały dzień przespała - w sumie to się jej nie dziwie - nawet pupy nie może położyć bo ją ta nitka kłuje.

Dziś w nocy Kolcia oczywiście jeden koniec nitki zjadła:) i teraz ten szew- prowizorka trzyma się jak na włosku.

Przemywam rivanolem

KAKA - Pią Mar 10, 2006 21:58

Koluś jestem pod wrażeniem zACHOWANIEM Twojej sczurki, biedactwo tak sie nacierpialo, alekto to by widział abyna żywca szyć?? masakra, bidulka wycałuj ją ode mnie :cry:

miejmy nadzieje że wszytsko dobzre sie skonczy bo teraz jeszcze nie można o tym powiedziec, antybiotyk musi pomóc ;(

Cola - Pią Mar 10, 2006 23:13

niesamowity szczuruś, mądry i dzielny, szczury są obłedne...;]
Kola - Sob Mar 11, 2006 00:23

W sumie to ona nie była szyta tylko wet jej chciał brzegi rany chwycic żeby nie było jednej wielkiej dziury tylko dwie małe i żeby sie mniej śmieci tam dostało ale Kolcia i tak pozbyła się tego łączenia i ma jedna wielką dziurę. Antybiotyk w sumie nie ma co pomagać - ma nie doprowadzic do zakażenia. Ostatnia nitka ropieje i jutro ide do weta. Mam nadzieje, że już jej jutro wyjdzie ta nitka z ta ropa!!! :winking:

Kolcia już ma uraz i wie że jak ja trzymam do gory brzuszkiem to bedzie ja bolec!!

Jutro znow cierpienie małej:(

Napisze jutro co i jak, jak wróce od weta!!

Musi być :cool2:

Layla - Wto Gru 18, 2007 08:03

Uch, odkopuję. Nie miałam wczoraj surowców na rolkę (w ogóle nie widzę jakoś tego na Arii) a ta paskuda rozdrapała wszystko już w nocy (musiałam w końcu spać i nie mogłam non stop pilnować). Rana nie krwawi, no ale wiadomo - wrota dla bakterii otwarte, no i sama się nie zejdzie :/ Dziś mała znajdzie się u weta, ale macie jakiś patent na osłonięcie rany w pachwinie? Żeby to było na brzuszku, to bym owinęła czymś, choćby bandażem. A to jest "głupie" miejsce :/ Wściekła jestem, bo myślałam, że poczeka kilka dni, a ona od razu :/ Ratatujcie mnie, bo już nie wiem co z tą bestią robić.
Viss - Wto Gru 18, 2007 10:27

Layla, pod pachwiną to faktycznie trudne miejsce. Pytanie czy bardziej zębami sie rozpruła, czy łapkami.
Jeśli zęby - to kołnierz. Łapki - to rolka ala Nisia. Moja Kawka rozpruła sie na policzku dwa razy (zebraliśmy niezły ochrzan :? ) a to bardzo niedobrze, bo oznacza kolejne narkozy albo chociaz głupiego jasia, więc tylko znowu obciąza szczura. Koniecznie zarolkuj albo zakołnierzuj.

falka - Wto Gru 18, 2007 19:42

Layla, Wicia miała pod paszką i wstrzykiwałam Rivanol dwa razy dziennie aż do zagojenia i smarowałam chitopanem.
Layla - Wto Gru 18, 2007 20:45

Dzięki za wszystkie rady :) Aria dostała do smarowania bardzo gęstą maść, którą smaruje się ranę. Brzegi rany już się zabliźniły bardzo ładnie, nie ma odczynu zapalnego, nie zbiera się ropa, nie sączy się nic. Ma mieć smarowaną ranę dwa razy dziennie tą maścią. Już po jednorazowym zaaplikowaniu ta szparka-ranka stała się węższa. O nazwę spytam w sobotę, bo był z Arią dziś Dominik i zapomniał zapytać. Kołnierza jej nie robię - odkąd wyciągnęła szwy, nie interesuje się tym miejscem, więc nie będę jej stresować.
AngelsDream - Wto Gru 18, 2007 20:47

Dodam, że rivanol jest też w fomie żelu/maści do smarowania. W takich przypadkach, też może się okazać przydatny.
Layla - Pią Gru 28, 2007 12:05

Witam ;)

Aria się zagoiła bardzo ładnie, pomimo wygryzienia szwów. Ta maść, którą była smarowana to maść Kocha. Zamawia się ją w aptece i tam ją robią. Polecam, Aria nie ma nawet blizny :)

helen.ch - Pią Cze 06, 2008 20:48
Temat postu: Wrośnięty szew.
Dziś jak pokazywałam koleżance Tikusiowe miejsce po operacji dotknąłam palcem twardawej kuleczki pod skórą, prześwituje ciemniejsza kreseczka. Mi to wygląda na szew.
No, banalny niby problem, ale powiedzcie mi proszę jak odbywa się wydłubywanie takiego czegoś. To zarośnięte jest pięknie pod skórą, nic się wokół nie dzieje. Koleżanka jest pielęgniarką, powiedziała, że jakby był ropień to by samo w końcu wylazło, a tak to albo zostawić, albo jakoś wyciągnąć. Nie wiem na co się nastawiać :?

Viss - Pią Cze 06, 2008 20:59

helen.ch napisał/a:
Mi to wygląda na szew.
dziwne.. Moim zawsze robią nicią rozpuszczalną.
Jeśli nic się z tym nie dzieje, to po co ruszać? To tylko dodatkowy stres, znieczulenie miejscowe, więc szczur się będzie wiercił i stresował już chyba maxymalnie. Potem pewnie ze 3-5 dni antybiotyku.
Ja bym zostawiła, na razie to gra niewarta świeczki.

Oli - Pią Cze 06, 2008 21:18

Viss napisał/a:
Moim zawsze robią nicią rozpuszczalną.
Skóry nie można szyć nicią rozpuszczalną - to opóźnia gojenie i może spowodować papranie się rany. Jeśli było szyte coś pod skórą nicią rozpuszczalną, to ja bym się nie przejmowała i zostawiła - szwy rozpuszczać się mogą nawet do 2 miesięcy (to zależy od ukrwienia tkanek). :wink:
helen.ch - Pią Cze 06, 2008 21:52

Viss napisał/a:
Ja bym zostawiła, na razie to gra niewarta świeczki.
tak chyba zrobię, tylko za 2 tygodnie wyjeżdżamy, jak się wtedy coś spaprze...
Viss, Olimpia, dzięki, tak tez radziła mi koleżanka - pielęgniarka :D . Wymacała mi Tikulca tak, że aż chyba z szoku głębokiego rude zupełnie się nie broniło :) . To zostawiam, będę obserwować.

Viss - Sob Cze 07, 2008 11:16

Cytat:
Skóry nie można szyć nicią rozpuszczalną
ja się na niciach nie znam, ale zawsze jest tak, że część wewnętrzna się rozpuszcza, a to co zostaje na zewnątrz po odpowiednim czasie się zdejmuje. Albo jak u Bobika, samo odpada.
Nisia - Pon Cze 09, 2008 10:03

Jeśli weterynarz wyjął Tiksi szwy, to pewnie wyjął wszystkie. Więc ja też bym się nie przejmowała.
PALATINA - Pon Cze 09, 2008 10:05

Niekoniecznie - widziałam psa z 2 szwami po zabiegu, który miał rok wcześniej. :roll:
Viss - Pią Cze 20, 2008 12:52
Temat postu: SZWY. Kiedy założyć, jak zdjąć samemu.
Mieliśmy iść z Juko z tym do weta, ale w poniedziałek była oglądana i wszystko jest w super porządku i nie trzeba już kontrolować. Tylko na zdjęcie szwów nie chce mi sie latać taki kawał.

Najchętniej zdjęlibyśmy szwy sami, robiłam to już wcześniej, ale nie na taką skalę.
Czy ktoś z was się pokusił sam zdejmować szwy?
Na coś powinnam zwrócić szczególna uwagę? Jakieś rady, prócz oczywistych?

PALATINA - Pią Cze 20, 2008 12:55

Wg mnie zdejmowanie szwów to żadna filozofia i możecie zdjąć sami - tylko sprawdzcie dokładnie, czy na pewno nic nie zostało. :wink:
Viss - Pią Cze 20, 2008 13:22

PALATINA, dzięki. Ciesze sie, że mało można spartolić. :D
Oli - Pią Cze 20, 2008 17:49

Viss, przepraszam że Ci przy tym nie pomogłam... :oops:

Poradzicie sobie na pewno. Po pierwsze trzeba delikatnie nacinać nici, tak żeby nie przeciąć skóry. Lepiej trochę dłużej się pomęczyć niż zrobić krzywdę Juko. Jak przetniecie szew (najlepiej chyba po węzełku ciąć) to trzeba wyjąć szew. Wtedy może się pojawić trochę krwi i sprzeciw ze strony dziewczyny - to nie boli, ale jest nieprzyjemne (wiem z własnego doświadczenia bo miałam kiedyś szwy wyjmowane z wargi). Jak się pojawi krew to można przetrzeć wodą utlenioną trochę. I szwy wyjmij zdecydowanym ruchem. To chyba tyle. :wink:

S - Pią Cze 20, 2008 19:03

Najpierw zdezynfekuj nożyczki i pęsetę.
Kamila - Pon Gru 29, 2008 21:13
Temat postu: Zakładanie szwów ,rozdarcia skóry
Nie znalazłam podobnego tematu wiec zaczynam.
Czy ktoś z was musiał udać się na szycie skóry ze swoim szczurkiem do weterynarza. Powód rozdarcia skóry a przyczyna mniej istotna w tym momencie liczy się fakt. Ja miałam akurat inny szczur Mojego Maxia zaatakował i rana była aż tak duża że 5 szwów miał zakładane z moją pomocą i na moich oczach. Jak rany takie się goją i jakie doświadczenie, jak długo dochodzą do zabiegu do siebie -chodzi zwłaszcza o "głupiego jasia".Pytanie czy wymiotowały i czy jadły i piły.

S - Pon Gru 29, 2008 21:52

Szycie ran musi być w ciągu kilku godzin od uszkodzenia skóry.
Szczury nie wymiotują.
Po narkozie w różnym czasie dochodzą do siebie 1 do 12 godzin (lub nie dochodzą do siebie - moja Guerra nie wybudziła się z narkozy).
Wodę podaje się im po około 6 godzinach, jedzenie (miękkie) po 12 godzinach.

Viss - Pon Gru 29, 2008 22:00

S napisał/a:
Szycie ran musi być w ciągu kilku godzin od uszkodzenia skóry.
owszem, ale jeśli rozdarcie skóry jest poważne i wymaga zszycia, to można zszyć nawet po kilkunastu godzinach, tyle, że wymaga to chirurgicznego oczyszczenia rany, czyli obcięcia zaschniętych brzegów rany.
S napisał/a:
Wodę podaje się im po około 6 godzinach, jedzenie (miękkie) po 12 godzinach.
z tym się nie zgodzę, nie zakładałabym sztywnych ram, ponieważ szczury wybudzają się w różnym tempie. Wodę można podać kiedy szczur się już troszkę rusza, oczywiście podajemy tak aby miał ją pod nosem. Z jedzeniem rzeczywiście warto poczekać dłużej, aż szczur będzie przytomny na tyle, by chcieć i móc jeść.
Szczury faktycznie nie wymiotują, dlatego też nie ma potrzeby aby je głodzić przed operacjami, tak jak się to praktykuje u psów czy kotów. Mają także bardzo szybką przemianę materii, dlatego nie wolno ich głodzić, to je tylko je osłabi.

Kamila - Pon Gru 29, 2008 22:24

Mój szczurek miał 5 szwów ,zaszyta rana po około godzinie(długi proces przejscia w stan pół przytomny-odporność na zastrzyki),podaje mu wode na palcu by jak najmniej chodził ,podkładam pod nos miseczke ale nie zawsze pije,dałam mu troszke jabłuszka w malutkich kawałakch (juz nie dam) dawałam jabłko bo tam dużo płynów a nie chciał na początku pić a chciał jeść ale zaraz się odsuwa na bok i wylatuje wszystko z pyszczka (robi to tak szybko że łatwo nie zauważyć).Może podać mu zwykłego chleba.Nie wiem co dac.Akcja działa się o 13tej a on tak naprawde nic nie zjadł:(
Viss - Pon Gru 29, 2008 22:42

Kamila, jeśli operacja była o 13h i do teraz szczur jest w kiepskim stanie to nie najlepiej. Możesz napisać dokładnie jak się zachowuje? I pisz proszę o sytuacji terażniejszej, bo strasznie mieszasz czasy i nie wiem co się kiedy działo. :roll:
Podawaj mu miękkie, rozdrobnione pokarmy, polecamy gerbery mięsne i nutridrink.

Nisia - Pon Gru 29, 2008 22:48

Viss napisał/a:
ale jełi rozdarcie skóry jest poważne i wymaga zszycia, to można zszyć nawet po kilkunastu godzinach, tyle, że wymaga to chirurgicznego oczyszczenia rany, czyli obcięcia zaschniętych brzegów rany.

Tak, poza tym rozdarcia do 2 cm ładnie goją się same, dlatego w przypadku większych wystarczy tylko złapać brzegi rany w kilku miejscach - to w przypadku, gdy od zranienia minęło zbyt dużo czasu.
Też się zagoi, tyle, że wolniej.

"Głupiego jasia" należy traktować jak narkozę. A więc ma prawo trzymać do 24 h. Po 24 h szczurek powinien być jak nowo narodzony (choć może wykazywac objawy bólowe).
Oprócz jedzenia trzeba pamiętać o trzymaniu go w cieple, gdyż siada termoregulacja i szczurek może się przeziębić.

Nie wolno też zapominac o lekkim antybiotyku przez 5 dni!

Co do diety, możesz spróbować również jogurt, kaszki dla dzieci (te do rozrabiania z wodą). Lepiej poczekać do pełnej doby z cięższymi potrawami i podawać lekkostrawne rzeczy. Tak na wszelki wypadek.

Kamila - Pon Gru 29, 2008 23:10

Nisia napisał/a:
Tak, poza tym rozdarcia do 2 cm ładnie goją się same
Może nie taka jak mojego Maxa. Skóra na karczku tak się zwijała ze kupe mięsa było widać 2cm na 2cm dziura i mięso na wierzchu .Weterynarz gdy chwycił ranę za skóre to można było zobaczyć jego zadek "prawie". Takie coś to ja widziałam w moich koszmarach sennych i nawet nie wiedziałam że tak to może wyglądać w realu.
Kamila - Pon Gru 29, 2008 23:15

Sorki za moje chaostyczne pisanie ale emocje są spore. Dziękuje że odpisujecie. Teraz mam dobre wieści. Szczurek sam pije i zjadł dużo jedzonka co prawda z moich rak ale sporo i nie wymiotował. Już nie leży jak flak .Złe wieści nie podano mu antybiotyku i nie kazano przychodzić na branie .
Viss - Pon Gru 29, 2008 23:21

Kamila, jeśli chcesz coś dopisać, to edytuj poprzedni post, nie pisz jednego pod drugim. :)

Kamila napisał/a:
i nie wymiotował
Kamila... szczury nie wymiotują, bo nie potrafią.
Źle, że nie dostał antybiotyku, powinien, to standardowa procedura. Idź do weta po leki, a jeśli dostaniesz w zastrzykasz (najlepiej enroxil w tabletce), to niech wet je rozcieńcza!
Po antybiotyku doustnym (po ok. 2h) podawaj lakcid (może być cała ampułka).

Nisia - Pon Gru 29, 2008 23:38

Kamila napisał/a:
Może nie taka jak mojego Maxa. Skóra na karczku tak się zwijała ze kupe mięsa było widać 2cm na 2cm dziura i mięso na wierzchu

Ech... Moja Lola, za młodu, podczas łączenia, często obrywała. I zawsze było to samo: brzegi rany się rozchodziły, pod spodem widać było skórę własciwą, długośc całości była ok. 2 cm.
Nie zszywałam, interwencja weta ograniczała się do ostrzyżenia okolic rany. Poza tym tylko dezynfekowałam. Po max 2 dniach brzegi rany same się schodziły, a potem całość szybciutko się goiła.
Razu pewnego Lola miała rozorane całe udo, mięsko było widać, i dlatego dostała antybiotyk. Brzegi się schodziły dłużej (bo to miejsce wciąż pracowało), ale się zeszły. Znów - obyło się bez szycia.
W przypadku szczurów nie nalezy panikować. Trzeba tylko obserwować. Nie każda rana, choćby nie wiem, jak wygladała, nie wymaga szycia. Wszystko się goi "jak na szczurze".

Kamila - Wto Gru 30, 2008 00:00

Chcecie mi powiedzieć ze niepotrzebnie poszłam do weterynarza :? :( ,miałam zostawić dziurę z mięsem na wierzchu i krwią .Skóra była rozcięta całkowicie a zwijała się jak rulonik do uszu i do łopatek na szerokosci całego karczku a w środku mięso i było widać jak pracuja miesnie i cos jasnego też pod błonka było-może tłuszcz ,szczerze rozcięcie było nie wiem czy nie więcej niż 2cm mówiłam na oko (mniej więcej)Wygladało to jak kawałek obranego ze skóry prosiaka w rzeźni :evil: Mój szczurek ma prawie 4 miesiące nie jest dużych rozmiarów. Weterynarz złapał się za głowę bo takiej wielkiej rany u szczurka ani żadnego gryzonia jeszcze nie widział .Bał się go zaszywać bo ze szczurami nigdy nie wiadomo. Myśle że gdyby nie było konieczne szycie nie robił by tego zwłaszcza ze wziął śmieszne pieniądze za godzine zaangażowania wliczając od pierwszego zastrzyku który dostał do zawiazania ostatniego szwu. Szczerze zgłupiałam po waszych wypowiedziach. Jestem pewna że gdybym nie poszła zrobił by się stan zapalny a wątpie w to że skóra miała by szanse na jakiekolwiek zejście. Nie wiem może nie umiem wam przekazać tego co było faktycznie albo wy nigdy nie widziałyście takiej rany. Sorrki :cry: :cry: :cry: :cry:
Kamila - Wto Gru 30, 2008 00:27

Viss napisał/a:
szczury nie wymiotują, bo nie potrafią.
To nie były wymioty z szarpaniem czy cos w tym stylu(wiem że odruchów wymiotnych nie maja) źle sie wyraziłam,porostu otworzył paszczke i to wyleciało samo jak woda.Bo jak nie to co to mogło być skoro zleciało i sie rozbryzgało w kuwecie.(dodam że on siedzi sobie na dachu klatki i sam tam wyszedł z samego dołu kuwety -to jego chyba ulubione miejsce od kiedy mam klatke:) Klatka jest pod półką wiec może dlatego tak je lubi bo ma tam najciemniej)
Viss - Wto Gru 30, 2008 00:32

Kamila napisał/a:
Chcecie mi powiedzieć ze niepotrzebnie poszłam do weterynarza :? :( ,
ja nic takiego nie mowię. :) Zawsze lepiej zszyć niż zostawić. Spokojnie. :) Postaraj się, żeby się nie wspinał i nie biegał przez 2-3 dni.
Co do wymiotów, to mogł odkrzutusić coś, lub cofnąć z przelyku.

Kamila - Wto Gru 30, 2008 00:51

Sorrki jeśli kogos obraziłam.Miałam za soba 2 operacje psa (nowotwór)i kota(sterylizacja) i zawsze finał był udany.Tego minionego nieszczęsnego dnia miałam okropne nerwy i nie jedna łza poleciała a obwiniam tylko i wyłącznie siebie :/ .Więcej info o moim Maxiu w temacie o maxiu i .....w dziale nasze szczury
Nisia - Wto Gru 30, 2008 03:14

Kamila napisał/a:
Chcecie mi powiedzieć ze niepotrzebnie poszłam do weterynarza

Nie wiem, czy niepotrzebnie. Nie widziałam rany.

A co do "wymiocin". Tak jak Viss pisała, szczury nie potrafią wymiotować tak, jak ludzie (z czynną pracą mieśni przepony). Szczur mógł po prostu nie przełknąć tego, co miał w pyszczku. Inna możliwość to bierne "wylewanie się" z przedniej komory żołądka przy spoczynku mięśni. To zjawisko jest normalne.
Jeśli nie przełyka, a je inne rzeczy normalnie - to też nie ma powodu do obaw.
Obawiać się należy, jesli widzisz wyciek brunatny, bo to wyciek prawdopodobnie z płuc i ten świadczy o poważnej chorobie/uszkodzeniu płuc.
Ale to tak zupełnie na marginesie :wink:

Oli - Wto Gru 30, 2008 03:23

Nisia napisał/a:
Tak, poza tym rozdarcia do 2 cm ładnie goją się same, dlatego w przypadku większych wystarczy tylko złapać brzegi rany w kilku miejscach - to w przypadku, gdy od zranienia minęło zbyt dużo czasu.
Tutaj bardzo dużo zależy od tego jaki jest rodzaj rany i w jakim miejscu. Jeśli skóra "pracuje" to w 9 przypadkach na 10 należy zszyć. Rana także może być w postaci odciętego płata, co także należy przyszyć.

Dobrze wiedzieć, że przy spokojnych szczurach, które może właściciel przytrzymać na stole nie jest konieczny głupi jaś, czy pełna narkoza, a wystarczy jedynie miejscowe znieczulenie w miejscu szycia. Moja śp. Dziunia tak była szyta i to z bardzo dobrym efektem. Miała małą ranę (jakieś 1,5 cm), ale na pośladku, gdzie skóra pracuje. Miała założone dwa węzełki (szwy węzełkowe) i bardzo ładnie się wszystko zagoiło.

PALATINA - Wto Gru 30, 2008 08:13

Ja tylko dodam, że mój własny szczur miał ranę od łopatki az po nasadę ogona (przecięty zębem kolegi). Odsłonięte powięzie mięśni, masakra... Zauważyłam to jak już było przyschnięte. W pierwszej chwili chciałam sama natychmiast szyć (miałam w domu sterylne nici itd), ale potem uswiadomiłam sobie, że należałoby najpierw wyciąć ranę (brzegi odświeżyć), więc zostawiłam tak jak było. Rana długości niemalże całego szczura zarosła się w ciągu tygodnia!!! Ja tylko pilnowałam, żeby była czysta.
Oczywiście, gdyby trafił do mnie taki pacjent zaleciłabym szycie, ale swoich własnych zwierząt bym nie szyła - Coś chyba ze mną nie tak...? :roll:

tamiska - Wto Gru 30, 2008 13:28

PALATINA napisał/a:
Coś chyba ze mną nie tak...? :roll:


Wszystko tak :P Czyjes zwierze chyba inaczej sie leczy niz swoje :P

Moje dwa szczurasy mialy narkoze i szwy. Nawet jak sie juz czolgaly to nie chcialy pic bo nie puscilo im znieczulenie w pyszczku. Dopiero w nocy costam jadly i pily z poidelka. Jak szczuras sie czolga bezwiednie po klatce nie ma co dawac jesc, bo nawet jesli trafi do michy to tylko mordke w niej umacza. Moje tak robily (przed chwila Stary umaczal mordeczke cala w misce, widac ze by zjadl ale niestety nie kontroluje pyszczka). Lekarze zwykle nawadniaja szczuraski po narkozie wiec teoretycznie nic im byc nie powinno jak nie beda pily az do odzyskania calkowitej swiadomosci, ale jesli szczuras na drugi dzien nie pije nic i nie je to mozna sie martwic.

Co do ran to zauwazylam, ze goja sie one zaskakujaco szybko jednak bez szycia i czyszczenia jest duze prawdopodobienstwo zakazenia wiec ja bym sie zdecydowala na szycie.

Viss - Wto Gru 30, 2008 14:14

PALATINA napisał/a:
Rana długości niemalże całego szczura zarosła się w ciągu tygodnia!!! Ja tylko pilnowałam, żeby była czysta.
kurcze, podziwiam, ty to masz nerwy. :D A swoją drogą, jak to się zrastało skoro skóra w tym miejscu także pracuje, w dodatku na takiej długości pracuje z różnym natężeniem.. Ja sobie tego nie wyobrażam.. :oops:

Myśmy zszyli ranę ciętą łopatki Fraglesa po ok. 8h. Zszyć trzeba było, bo to miejsce bardzo pracuje, widać było powłoki i mięśnie jak na dłoni, w dodatku brzegi rany się naturalnie rozchodziły. Całą drogę do Warszawy przemywałam mu to riwanolem, ale mimo to skóra przyschła i na Książęcej oczyścili brzegi i dopiero potem zszyli. A zrosło się w kilka dni, po 10 dniach nie było śladu, no ale to był młodziutki szczurek. Z tego co pamiętam szycie było węzełkowe, było ich chyba z 5, bo 2 się ostały do czasy zdjęcia szwów (po 10 dniach).

Kamila - Wto Gru 30, 2008 16:51

Mój miał zakładane 5 szwów ale nićmi rozpuszczalnymi. Pomagałam weterynarzowi i byłam przy szyciu .Zdziwił mnie fakt iż tak trudno jest przebić skórę igłą od wewnętrznej strony a nić była gruba. Według mnie zaszył tylko po to by zaszyć i wydaje mi się że mógłby dać więcej szwów ale to nie ja jestem weterynarzem.
tamiska - Pią Sty 02, 2009 12:51

Weci nie zawsze sa nieomylni, a mojemu bidulkowi przeszkadzaja szwy. Poza tym malo je i pije... Po zabiegu mial zatwardzenie, ale juz troche lepiej. Chwile pobiega i zaraz idzie sie polozyc. Dzisiaj jedziemy z rudym (znowu :( ) do weta wiec sie spytam go o co chodzi.

Rudy ma gule w mosznie po jednej stronie i ona sie powiekszyla. Zabieg kastracji byl juz mies temu wiec to nie moze byc opuchlizna i jedziemy sprawdzic.

Kamila - Pią Sty 02, 2009 14:56

Mojemu się ładnie goi -zobacz>>>> http://picasaweb.google.c...319604007457410
trzymam :kciuki: za Twojego

tamiska - Pią Sty 02, 2009 20:49

Noo juz ma ladnie :) Ale rana naprawde duza byla :shock:
Kamila - Pią Sty 02, 2009 21:42

No tak ale dziś znów mu się krew polała ,co dziwne tym razem jest to nie z miejsca gdzie widać szwy ale w miejscu oddalonym o 1cm .Rana dziś wydaje się bardziej nabrzmiała tak jak by się płyn zbierał pod skórą. Szczurek czuje się świetnie tylko go ciągnie na karczku bo czasem to skacze tak jak by chciał zrzucić coś z siebie.Pozwoliłam mu dziś pobiegać po przedpokoju i zastanawiam się czy dobrze zrobiłam.
Tu zdjecie wczorajsze http://picasaweb.google.p...797746643177778

Tutaj z dziś
http://picasaweb.google.p...798017887194530
http://picasaweb.google.p...798127116721938

tamiska - Pią Sty 02, 2009 22:08

Powinnas isc do weta, to moze byc ropien albo odczyn na nici tak jak u moich grubaskow. Im szybciej tym lepiej.
Oli - Sob Sty 03, 2009 00:28

tamiska napisał/a:
Powinnas isc do weta, to moze byc ropien albo odczyn na nici tak jak u moich grubaskow. Im szybciej tym lepiej.

Popieram, to nie powinno tak wyglądać.

Kamila - Sob Sty 03, 2009 00:47

Przy mnie to zwierzęta mają szczęscie :( :( -jak pies mój miał operacje to też były komplikacje po......Jutro z rana pójde.Oby nie trzeba było dawać jasia :( :( .Przy ostatniej wizycie chciał weta ugryźć i głupi jaś nie pomógł-dopiero po któtymś tam zastrzyku nie był w stanie.

[ Komentarz dodany przez: Layla: Sob Sty 03, 2009 13:13 ]
błędy popr.

Oli - Sob Sty 03, 2009 01:00

Kamila napisał/a:
Przy mnie to zwierzęta mają szczęscie :( :( -jak pies mój miał operacje to też były komplikacje po......
a czy przypadkiem to nie kwestia tego samego weta/lecznicy? :wink:
Kamila - Sob Sty 03, 2009 01:10

Nie :) .
Edit:Sprawdziłam teraz to pogrubienie i jest twarde :( ,to chyba niezbyt dobrze.

nezu - Sob Sty 03, 2009 01:24

Co do ran na szczurze. Przerabiałam już wszystko, od dziur po rozdarcia i tylko raz musiałam to szyć. No, właściwie trzy, ale drugi raz wykryty za późno i w paskudnym momencie, a trzeci był u szczura który nie kwalifikował się już do zabiegów chirurgicznych. :?

Daisy została przez Isis użarta w kark i się wyrwała. Poskutkowało tym, że ją Isis prawie oskalpowała. Rana na karku bardzo mocno krwawiła, była też ogromna (od jednego brzegu szyi po drugi) i nie było szans na samoistne zejście się brzegów rany, więc poleciałam do weta (byłam świadkiem tego ataku :? więc reakcja była błyskawiczna) na szycie. Szyta była tak jak szczur Olimpii, tylko na znieczuleniu miejscowym, ale Daisy to była oaza spokoju i niewinności.

Rana Dreama była paskudna. Mały oberwał w brzuch, w okolice hm... no, klejnotów. Do dziś nie wiem czyja to była robota. Były święta, nie było wetów, a kiedy zobaczyłam ranę, była już przyschnięta. No i w paskudnym miejscu. I duża.
No i Dream święta spędził w transporterze na podkładach ligninowych a ja cierpliwie oczyszczałam ranę za każdym razem.
Dwa dni później był już tylko strup jak po zadrapaniu, wąski i długi na jakieś 2 i pół centymetra a tydzień później nie było nawet śladu, że w ogóle tam coś miał.

No i Jumek... Jumek w chwili zranienia go przez własnego syna, miał już 2 i pół roku na karku i absolutnie nie kwalifikował się już do narkozy. Zarobił dziaba pod pachą, w paskudnym miejscu, które nie chciało się zejść. Jak to mówią dziewczyny "pracowało". No niestety, mały miał już za słabe serce na zabiegi, nie lubił też weta i wyrywał się tak, że bez narkozy ani rusz...
W młodości 3 razy był poddany narkozie i się bez problemu wybudził, ale w wieku 2 i pół roku serce nie jest już tak silne i.. no cóż.
Zdecydowałam z wetami, że mały będzie tylko smarowany w tym miejscu maściami gojącymi, będzie dostawał prewencyjnie antybiotyk, a sama rana będzie przeze mnie systematycznie oczyszczana. Nie zeszła się, ale zeschła. Po jakimś czasie na powierzchni zrobił się strup. Z tydzień później odpadł i jedyna pamiątka jaką ma po tyej przygodzie Jumek, to spora biała blizna.

Reszta rozdarć sama się schodziła i weci nie musieli nigdy interweniować z nicią.
Tak naprawdę gorsze doświadczenia mam z dziabami - dziurami. Przy takich pojedynczych otworach po zębach dość często moim ogonom wyrastały jak grzyby po deszczu ropnie. I to pomimo oczyszczania. No i przeważnie nie obywało się bez antybiotykoterapii i bolesnego nacinania/wyciskania. :?
A raz (u Krupi..) trzeba było operować w narkozie. :?

Rozdarcia goiły się bardzo ładnie i czysto...

A co do Maksia.. jak dla mnie wygląda bardzo... ropnie :(

tamiska - Sob Sty 03, 2009 11:14

nezu napisał/a:

A co do Maksia.. jak dla mnie wygląda bardzo... ropnie :(


Zgadzam sie, i to bardzo ropnie. Na szczescie wyglada na to, ze jeszcze sie bardzo nie rozlazlo, ale moze sie skonczyc chirurgicznym oczyszczaniem, a do tego radze dobrego weta znalezc.

Kamila - Sob Sty 03, 2009 12:10

Właśnie wróciła od weta. Stwierdził zbieranie się płynu pod skórą, nie przekuwał- powiedział że poczekamy do połowy tygodnia i zobaczymy.Nie przekuwał bo powiedział ze boi się rozejscia szwów i musimy jeszcze poczekać . Dostał antybiotyk na osiem dni. Miejsce zaszycia wygląda ładnie. Gdy zapytałam czy to czasem nie ropa to odpowiedział że nie sądzi ale dał mu antybiotyk –powiedział że „przy ugryzieniach różnie bywa a szycie było konieczne bo nie było szans na samo zejście się skóry”. Więcej info. Z wizyty na http://forum.szczury.biz/...p=254182#254182
Dodam jeszcze że to ciemne miejsce które jest widoczne w miejscu zaszycia to spray które jest używane przez wetów po operacjach na miejscu zaszycia.

Nisia - Sob Sty 03, 2009 12:49

Kamila napisał/a:
Stwierdził zbieranie się płynu pod skórą, nie przekuwał- powiedział że poczekamy do połowy tygodnia i zobaczymy.Nie przekuwał bo powiedział ze boi się rozejscia szwów i musimy jeszcze poczekać .

Mojej Iskrze po operacji (gruczolak sutka tuż przy pasze), zbierał się w pasze płyn. Z tego, co zrozumiałam, tak się zdarza po operacjach, jeśli są w miejscu, gdzie pod skórą jest dużo wolnego miejsca.
Mała miała to przekłute i wyciśnięte. Szwom nic sie nie stało.

Kamila - Sob Sty 03, 2009 12:56

Nisia napisał/a:
Mała miała to przekłute i wyciśnięte. Szwom nic sie nie stało.
Wiesz może wet uznał że nie chce tego ruszać ,w zasadzie nie powiększa się to od wczoraj, możliwe że istnieje szansa na absorpcję. Mój pies miał przekuwane po operacji ale rosło mu to z godzinę na godzinę a szczurek ma takie samo od wczoraj. Weta mam tak że jak wyjdę z domu to nawet nie ubieram kurtki bo tak blisko więc jak coś to 3 minuty i jestem u niego :)po sąsiedzku :wink:

[ Komentarz dodany przez: wuwuna: Nie Sty 04, 2009 13:39 ]
Błąd poprawiony

Nisia - Sob Sty 03, 2009 13:21

absorpcję....

jestem troszkę przewrażliwiona, bo tym właśnie zajmuję się w pracy

tamiska - Sob Sty 03, 2009 18:20

Mojemu rudasowi tez nie roslo. Utrzymywalo sie tej samej wielkosci przez tydzien, a w ciagu jednej nocy zrobilo sie wielkie i sine, wiec obserwuj :)
Devona - Wto Lut 17, 2009 11:54

Nie wiem, czy mój przypadek dotyczy wrośniętego szwu, ale nie chciałam bez potrzeby zakładać nowego tematu. Dwa tygodnie temu Shogun był kastrowany i pani Ania powiedziała, że najprawdopodobniej sam wyjmie sobie szwy, a jeśli tak się nie stanie, to mam przyjść z nim po tygodniu na ich zdjęcie. Przez pierwsze dwa-trzy dni maluch nie ruszał ran w ogóle, po tygodniu zaś obejrzała go dokładnie, mój luby także i śladów po szwach nie było, więc nie widziałam potrzeby kolejnej wizyty u weterynarza, tym bardziej, że pogoda nie jest zbyt ciekawa. Dziś jednak zauważyłam, że jedna z blizn wygląda inaczej, jest ciemniejsza. Zastanawiam się, czy mógł w niej zostać kawałek nici, czy ja tylko panikuję. Zrobiłam kilka zdjęć, ale nie są zbyt wyraźne, bo Shogun nie chciał ani na chwilę przestać się ruszać ;) .

Prawa blizna jest różowa i prawie niewidoczna, lewa zaś jest ciemniejsza, ale trudno mi powiedzieć, czy to zakrzepła krew przebija spod skóry czy właśnie kawałek nici. Jeśli nawet byłyby to resztki szwu, których wcześniej nie zauważyliśmy, to czy jest teraz sens jechać i go wyjmować? Lecznica jest na drugim końcu miasta, nie mamy auta, a żadne z nas i tak nie ma prawa jazdy ;) , pogoda w Zielonej Górze jest niemalże "górska", a maluch od czasu operacji trochę panikuje w transporterze, więc jeśli to szew, a nie miałoby mu to zagrażać w żaden sposób, to wolałabym nie jechać.

Viss - Wto Lut 17, 2009 13:13

Devona, niestety nic nie widzę, ale... To może być szew, ale i takie zrośnięcie. Jeśli nie będzie żadnych dalszych zmian, to zostawiłabym to. Co prawda istnieje ryzyko, że jeśli to jest coś obcego, to się moę otorbić itp rewelacje, ale do tego czasu na pewno pogoda się polepszy i pójdziesz do weta. :D
Devona - Wto Lut 17, 2009 13:20

Viss, spróbuje zrobić zdjęcie, jak mój luby wróci z pracy, może uda mu się przytrzymać go na tyle, żeby było widać na fotce tę bliznę. Będę malucha obserwować codziennie, mam nadzieję, że nic złego z tego nie wyniknie.
Oli - Wto Lut 17, 2009 18:52

Devona, jak będziesz robić zdjęcie to wskaż palcem czy długopisem o co Ci konkretnie chodzi, bo to pierwsze zdjęcie mimo iż ostre to ja kompletnie nie wiem o co chodzi, w sensie gdzie szukać.
PALATINA - Wto Lut 17, 2009 18:57

Też nic nie wiedzę.
A szwy się łatwiej wymacuje niż wypatruje. ;)

Devona - Pią Lut 20, 2009 00:00

Jeśli to był wrośnięty szew, to Shogun chyba go sobie wygryzł, bo wczoraj zamiast ciemnej kreski jest ranka, dziś już nie ma krwi, a jedynie wgłębienie.

Biorę pod uwagę taką możliwość, że po prostu skaleczył się w okolicach zrostu po operacji, bo wcześniej wszystko było już ładnie zagojonem, nie widzę też żadnych negatywnych objawów, poza stałą niechęcią do przytrzymywania ;) , dlatego wcześniej nie wkleiłam zdjęć, bo nawet w dwie osoby mieliśmy problem, on strasznie nie lubi "pozować" :P .

Justka1 - Pią Lut 20, 2009 21:14

Hanka jak miała jeszcze po operacji otwartą ranę po zerwaniu jednego ze szwów zewnętrznych,także sobie usunęła szwa wewnętrznego.Rana zrosła się ładnie,mimo,że pod nią mieliśmy ropnia.Obecnie minęło już parę tygodni i także ma prawdopodobnie szwa pod skórą.Robi się to trochę bomblowate,jak napisała Viss,może się otorbić.I tak zastanawiam się co z tym dalej?
Wstawiam foty dla zobrazowania ;) .


Możliwe,że są to dwa szwy,bo nad tym wyczuwalny jest jakby jeszcze jeden.Szwy użyte wewnątrz,pod skórą to szwy rozpuszczalne,tylko po jakim czasie one się rozpuszczają?

Nisia - Sob Lut 21, 2009 01:42

Justka1 napisał/a:
tylko po jakim czasie one się rozpuszczają?

Zalezy od rodzaju nici, szwu, procesu wgajania, ale na ogół do kilkunastu tygodni.

wuwuna - Sob Cze 06, 2009 15:18

Scalone z "Wrośnięty szew", "Zakładanie szwów, rozdarcie skóry", "Pękanie i rozdrapywanie szwów".
Kaola - Sob Mar 30, 2013 13:22

Mam pytanie, wczoraj przygarnęłam szczura, którego odebrałam prosto z ogonka bo miał operację wycięcia jakiegoś małego guzka. Zauważyłam , że coś majstruje przy tych szwach więc pewnie założę mu bandaż. Tylko pytanie, czym to przemywać? I czy smarować jakąś maścią? Na kartce z ogonka mam napisane, że przez 3 dni chłodzącą a potem rozgrzewającą. Nie rozumiem jakie maści i w ogóle po co?
Pyl - Sob Mar 30, 2013 13:36

Kaola, dzwoń do Ogonka. Jeśli mieli jakiś zamysł to niech to sprecyzują. Nie spotkałam się dotychczas ze smarowaniem szczurów po operacji.
A niedźwiedzia ugłaszcz, lubię je :serducho:

Kaola - Sob Mar 30, 2013 13:39

Znasz je? Właśnie sprzedał mi dziaba jak mu wciskałam leki przeciwbólowe. Mam nadzieje, że po operacji to normalne...
Pyl - Sob Mar 30, 2013 14:25

Kaola, znam :) Tuliłam w czwartek przed wyprawą do Ogona.
Niedobrze, że zarobiłaś dziaba, szczególnie na wstępie - one są kochane, ale potrzebują czasu, żeby zaufać. Dla niego to spora zmiana - operacja i jednoczesna zmiana otoczenia.
Czemu musiałaś wciskać mu przeciwbólowy? Dawaj mu na sinlacu, sam chętnie zje i jeszcze podziękuje ;)

Kaola - Sob Mar 30, 2013 14:33

Nie no, dawałam mu w pasztecie, tylko wcześniej przemywałam rankę i musiał mieć mnie dość. Ale pogadałam z nim potem trochę, mam nadzieję, że już nie będzie tego robił :)

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group